JOW i bzdura bezosobowych poglądów

Portret użytkownika Igor Czajka

Zastanawiam się cały czas, po co obecnie jest aż tylu posłów, skoro i tak reprezentując 4 tylko partie polityczne reprezentują 4 rodzaje poglądów? Może wystarczyłoby tylko tylu posłów ile jest partii przekraczających próg wyborczy i, podobnie jak to się dzieje w spółkach akcyjnych, osoby te miały by taki procent liczby głosów do dyspozycji, jaki procent poparcia uzyskały w wyborach?

 

Wielokrotnie przy opisach ordynacji większościowej pada hasło „prawdziwego prawa Duvergera” mówiącego o tym, ze przy jednomandatowych okręgach wyborczych liczba partii politycznych zawsze dąży do dwóch. Jak większość tzw. „prawdziwych praw” tak i to hasło wzbudza mój niepokój. Pomijając logiczny błąd wielkiego kwantyfikatora, to przykład Wielkiej Brytanii pokazuje że liczba partii wcale nie musi wynosić dwie oraz, co więcej, może powstać sytuacja konieczności zawarcia klasycznej koalicji między partiami. Upada jednocześnie przy okazji główny zarzut przeciwników JOW, jakim jest niebezpieczeństwo zdominowania Sejmu przez jedno ugrupowanie, które uzyska we wszystkich okręgach 51% głosów. Chciałbym się jednak przez moment zatrzymać na kwestii idei ordynacyjnej.
 

Potoczna opinia mówi, że w ordynacji proporcjonalnej wybieramy poglądy, zaś w ordynacji większościowej wybieramy ludzi.

 

Po pierwsze, powtórzę taką małą uwagę techniczną: jednomandatowe okręgi wyborcze nie oznaczają automatycznie ordynacji większościowej. W przypadku wprowadzenia JOW zapisana w naszej konstytucji zasada proporcjonalności wyborów do Sejmu i Senatu nie byłaby naruszona, zatem nie trzeba zmieniać konstytucji aby te nieszczęsne JOW-y wprowadzić. Zostało to ładnie przedstawione m.in. w tym artykule.

 

Po drugie zaś przyznam, że nie bardzo rozumiem, co mają na myśli osoby wypowiadające pogląd o wybieraniu podczas wyborów poglądów. Po to przecież jest 460 posłów, aby była różnorodność tych poglądów. W jednej sprawie dany poseł ma takie zdanie, w innej inne zdanie. Może opierać się na opiniach swoich partyjnych kolegów lub innych autorytetów, ale zawsze powinna to być suwerenna decyzja posła. Jest on człowiekiem, myślącym i odpowiedzialnym, a demokracja w teorii przynajmniej powinna zapewniać warunki dla zbiorowego podejmowania decyzji, których zdroworozsądkowość jest podzielana przez największą liczbę osób. Idea dyscypliny partyjnej niszczy demokrację, zwalniając posłów z obowiązku myślenia, z odpowiedzialności za swoje decyzje, które są wynikiem nie ich wewnętrznego przekonania lecz decyzji wąskiego grona partyjnego kierownictwa.
 

***


Zastanawiam się cały czas, po co obecnie jest aż tylu posłów, skoro i tak reprezentując 4 tylko partie polityczne reprezentują 4 rodzaje poglądów? Może wystarczyłoby tylko tylu posłów ile jest partii przekraczających próg wyborczy i, podobnie jak to się dzieje w spółkach akcyjnych, osoby te miały by taki procent liczby głosów do dyspozycji, jaki procent poparcia uzyskały w wyborach? Byłoby to rozsądniejsze, oszczędniejsze i racjonalniejsze. Członkowie rządu, powoływani spośród przygotowanych do tego fachowców, byliby takimi samymi urzędnikami, jak każdy inny pracownik administracji państwowej. Czy naprawdę musimy zatrudniać tak liczną rzeszę posłów, z których żaden nie mówi tego co myśli, powtarzając frazesy zgodne z linią partii? Czy naprawdę musimy utrzymywać te spersonifikowane lecz bezwolne procentowe głosy charakterystyczne dla walnego zgromadzenia akcyjnej spółki?


A może jest tak, że dokonując wyborczych decyzji oceniamy nie poglądy, lecz ludzi właśnie i ich działania? Jeśli w latach 90-tych wróciło do władzy SLD, to czy dlatego, że społeczeństwo nagle zmieniło poglądy na „lewicowe”? Czy raczej dlatego, że było zmęczone wojną na górze poszczególnych osób z tzw. środowiska postsolidarnościowego? Może wyborcy stwierdzili, że zagłosują na ludzi, którzy może i nie są uczciwi, ale przynajmniej się nie kłócą i potrafią rządzić, bo mają w tym doświadczenie. Trudno, że PRL-owskie, ale lepsze takie niż żadne. Z tych samych powodów następnie SLD straciło władzę. Nie dlatego, że nagle wszyscy stali się zatwardziałymi katolikami i/lub liberałami, ale dlatego, że zobaczyli, że członkowie SLD okazali się ludźmi bardziej niż w najgorszych przewidywaniach tą władzę wykorzystującymi.


Zmierzam do tego, że nie ma poglądów oderwanych od ludzi; że poglądy to jedno, a konsekwencja w ich realizacji to drugie. Każdy z osobna ma jakieś poglądy i są to w przypadku jednej osoby poglądy różne w różnych kwestiach. Jeśli jestem liberałem, nie oznacza to, że odmawiam sobie prawa do krytyki wulgarności w miejscu publicznym w imię źle rozumianej tolerancji. Jeśli jestem ateistą, nie oznacza to, że był muszę być antyklerykałem. Nie podzielam w najmniejszym stopniu poglądów Marka Jurka, ale jestem pełen uznania dla formy prezentowania przez niego swoich poglądów. Jeśli wybieramy człowieka jako naszego przedstawiciela, to po pierwsze dlatego, że podzielamy przynajmniej część jego poglądów i po drugie dlatego, że wierzymy, że dochowa wierności deklarowanym ideałom i po trzecie, dlatego że wierzę, że ten konkretny człowiek jest w stanie zachować się rozsądnie w danej sytuacji. Głosując na człowieka, a nie na partię nie rezygnuję z wybierania poglądów, a otrzymuję dodatkowo możliwość decyzji o formie reprezentacji tychże poglądów.


***


Jednym z potocznych zarzutów wobec JOW, to niebezpieczeństwo zapełnienia Sejmu Stokłosami. Przyznam, że nie trafia do mnie ten argument, bo obecna ordynacja umożliwiła realizację innego scenariusza: zapełnienia Sejmu Palikotami, Niesiołowskimi, Kutzami, Kurskimi, Kaliszami i innymi. To jest ta reprezentacja poglądów społeczeństwa? Wystarczy prześledzić liczby głosów na poszczególnych kandydatów w poszczególnych okręgach, by zobaczyć, że niektórzy posłowie zwycięskiej partii weszli do Sejmu po uzyskaniu kilkuset głosów, a inni nie weszli do Sejmu po uzyskaniu kilkunastu tysięcy głosów. To ma być sprawiedliwa proporcjonalna reprezentacja społeczeństwa? Wolne żarty! JOW nie musi wyeliminować z Sejmu Palikotów czy Stokłosów, ale argument, że w przypadku wprowadzenia JOW Sejm może zostać zdominowany przez takie indywidua, to jawna obraza i dosadna manifestacja pogardy dla wyborców oraz niepoważne traktowanie demokracji. 


Głosując na człowieka głosuję także na jego poglądy. Po to jest 460 posłów, aby w Sejmie były reprezentowane różne poglądy. Prawdopodobieństwo zdobycia 100% mandatów przy 51% poparcia jest takie samo jak obecnie zdominowanie Sejmu przez bezpartyjnych. Społeczeństwo dokonuje wyboru. Teraz też jest sporo ugrupowań, które nie mają parlamentarnej reprezentacji i nikt nad tym nie płacze. 47% wyborców, którzy poszli na ostatnie wybory nie będzie miało swojego reprezentanta na urzędzie prezydenta. Czy to jest powód do podnoszenia przez kogokolwiek pomysłu zdywersyfikowania urzędu prezydenta? 


Wybierając konkretnego człowieka mamy szansę rozliczyć tego konkretnego człowieka.
 Jeśli obecnie uznamy, że np. taki Palikot nie spełnia naszych oczekiwań jako reprezentant narodu, nie mamy żadnej możliwości wpłynięcia na jego pozycje na partyjnej liście decydującej o obecności w Sejmie. Gdyby zaś były JOW-y, odpowiednio skonstruowana kampania mogłaby przekonać mieszkańców jego okręgu, że wstyd jest mieć takiego posła. Tym bardziej, że w rodzinnym Lublinie Palikot nie ma chyba poparcia przekraczającego 50%.


***


Jednomandatowe okręgi wyborcze to mocno dyskusyjny temat i kontrowersyjne rozwiązanie. Wbrew temu, co sądzą jego krytycy, zwolennicy JOW nie traktują tego rozwiązania jako remedium na wszelkie bolączki demokracji. Wprowadzenie JOW musiałoby być poprzedzone szeroką dyskusją na temat dodatkowych warunków i szczegółowych rozwiązań. Dotychczasowa dyskusja polega na tym, ze o JOW rozmawiają albo zdeklarowani przeciwnicy JOW w studiu, albo jego zdeklarowani zwolennicy na internetowych blogach – taka sytuacja jest parodią demokracji. Dyskusja na ten temat nie może się także odbywać w warunkach jakiejkolwiek kampanii wyborczej czy doraźnych marketingowych działań jednej partii. Grozi to kolejnym legislacyjnym i ordynacyjnym bublem, który niczego nie usprawni, a zmieni tylko prawne furtki. Szanse na wprowadzenie JOW raczej oceniam jako nikłe w ciągu najbliższych kilkunastu, jak nie kilkudziesięciu lat, jednak dyskusja powinna się toczyć, abyśmy podczas ewentualnego referendum w przyszłości mogli decydować świadomie, a nie na podstawie obiegowych stereotypów i/lub uprzedzeń.


Dlatego wydaje mi się, że wysiłek zwolenników JOW, których podobno jest niemało, powinien iść przede wszystkim właśnie w kierunku jak najszerszej popularyzacji tematu DYSKUSJI o JOW. Sami woJOWnicy powinni się być może zastanowić nad rezygnacją z budzącej opór propagandowej agitacji na rzecz wprowadzenia JOW w życie. Powinniśmy natomiast nieustannie żądać od mediów organizowania rzetelnych paneli, w których brali by udział w równych siłach zwolennicy i przeciwnicy JOW.

/
2010-08-30 03:31

Troche ta teoria JOW skomplikowana jak na moj gust czyli czlowieka zyjacego w systemie australijskiego JOW od 20 lat. Praktyka jest duzo prostsza, w ordynacji proporcjonalnej wybieramy ideologa albo zlodzieja, zaś w ordynacji większościowej wybieramy „domokrazce”. Tydzien temu pewien tenisista wygral w AU w swoim regionie, na pytanie dziennikarza odpowiedzial ze nie bylo latwo bo od lutego musial odwiedzic 9000 domow. W praktyce, jako posel partii konserwo-liberalnej musial obejsc wszystkie male i srednie bisnesy, a jak ich zabraklo to pewnie chodzil po domach. Zreszta ten sam proces dotyczy liderow partii np byly lider partii konserwo-liberalnej przez zlozeniem w TV tzw Sunday Statement zawsze gonil w piatek po sklepikarzach w swojej dzielnicy, zbieral opinie i formulowal pozycje partii na podstawie sredniej opinii. W ten sposob powstaje natutalny systemem spoleczny. Nawiasem mowiac nikt w AU nie slyszal o Misesie i Hayku co nie przeszkadza ze kraj jest na 3 pozycji Wolnosci Gospodarczej.
Wystarczy porownac polskie i australijskie OFE. W PL najwiecej do powiedzenia na temat pieniedzy Kowalskiego maja Tusk, Boni, Balcerowicz, Mordasiewicz itd. Wodzowie zadecyduja za Kowalskiego, a szczegolnie widac to na Onet Wodz wypowiada swoja opinie a pod spodem ok 2000 opinii wscieklych Kowalskich, ze oni sami najlepiej by zarzadzali swoimi pieniedzmi.

W AU istnieje Self Managed Super Fund (ok 400 tys) a prawo do posiadania go brzmi w najwiekszym skrocie:
- Smith bez wzglegu na kolor skory, jezyk, przekonania religijne itd ma obowiazek wplacic 9% dochodu na swoje konto OFE
- Smith bez wzgledu na kolor skory itd ma prawo isc do ksiegowego i za np $700 zalozyc swoj rodzinny fundusz emerytalny. Moze inwestowac w co chce byle sluzylo to celom emerytuty.
- Smith bez wzgledu na kolor skor itd ma prawao odwolac sie do Ombudsmena Commonwealthu w sporze z Urzedem Skarbowym nad celem inwestowanych przez siebie pieniedzy.

Gdyby przeczytac dokladnie opinie Kowalskich to okazalo by sie ze oni tez chcieliby inwestowac po swojemu czyli myslenie spoleczne jest wszedzie podobne. I chyba podobny jest rozklad statystyczny ideologow, zlodziei i pragmatykow.
Ale jakby nie patrzec to system partyjny promuje tych, ktorym poglady wyborcow nie sa do szczescia potrzebne.

/
2010-08-30 09:10

Gruby.jasiu, niech Pan opowie to młodziezy na facebooku, która domaga się zmniejszenia liczby posłów i twierdzi, że 460 to za dużo. Za dużo w systemie list partyjnych, gdzie poseł tyle znaczy ile jego wódz i nie potrzebuje wcale fatygować się do swojego okręgu wyborczego. Inaczej jest w JOW, bo to nie wszystko jedno czy poseł ma odwiedzić 9 tysięcy firm czy 90 tysięcy.

Pozdrawiam,

JP

/
2010-08-30 12:29

@ Jerzy Przystawa
Tylko jak to wytlumaczyc skoro nawet starzy i bardzo madrzy prawicowcy tego nie rozumieja. Niektorzy mi tlumacza ze jakby w JOW wystartowali z Warszawy to ho, ho ... Na to tlumacze ze po pierwsze W-wa byla by podzielona na 24 JOW, po drugie trzeba mieszkac na terenie jednego z rejonow wyborczych i z niego startowac. Po trzecie trzeba by pochodzic po wyborcach i pogadac. No ale zdaniem prawicy wyborcy glupi i nie rozumieja ze kot Jaroslawa jest bardziej prawicowy od psa Dorna. Ot i problem.

/
2010-08-30 21:50

Niestety, ani żadna prawica ani żaden naród nie składa się z samych mądrych. Ale np. na "społeczność JOW na Facebooku" pojawiają się młodzi ludzie, ktorzy po prostu pytają, a nie chcą się wymądrzać, jak wielu "prawicowców" na PN. I im warto odpowiadać i wyjaśniać.

Pozdrawiam serdeczenie,

Jerzy Przystawa

/
2010-09-04 23:53

Pytanie : co polski system d’Hondta ma wspolnego z proporcjonalnoscia wyborow ??
Z doswiaiadczenia wiem ze w systemie JOW, kiedy jakis problem dotyczy duzych grup ludosci to jest natychmiastowa reakcja rzadu, opozycji i oczywiscie poslow bezpartyjnych, bo kazdy probuje zbic kapital polityczny. Przekladajac na jezyk potoczny, skoro ceny chleba rosna szybko a poslowie reprezentuja tzw wielkszosc to juz powinna byc reakcja na wzrost cen zboza. To samo dotyczy rosnacych cen podstawowych artykulow, wegla, i oczywiscie benzyny, bo dotyka to wiekszosc wyborcow. A tymczasem poslowie najwyrazniej nie interesuja sie tymi problemami, tylko prowadza jakas tam polityczna klotnie. Po drugie brak jest poslow bezpartyjnych w sejmie !!! Gdyby system byl rzeczywiscie proporcjonalny to 460 ludzie ktorzy zebrali by najwieksza ilosc glosow w skali panstwa powinno dostac sie do sejmu niezaleznie od orientacji politycznej. Zeby wygrac posel musial by zebrac ok 25-30 tys glosow a startujac na duzym obszarze jest to latwiejsze niz w jednym JOW.

/
2010-09-05 09:18

Metoda d’Hondta, podobnie jak i inne metody „proporcjonalnego” rozdziału mandatów, są metodami przybliżonymi i dają one dobre wyniki wtedy, gdy tymi metodami rozdziela się bardzo dużo mandatów. A więc np. gdyby Polska była jednym wielkim okręgiem wyborczym, a do rozdziału byłoby 460 mandatów, bez żadnych „progów”, wtedy wyniki mogłyby być bardzo proporcjonalne. Tymczasem w Polsce mandaty rozdziela się w okręgach 7, 8,… 19 – mandatowych. Przy takich okręgach błędy są bardzo duże, na dodatek stosuje się progi i o proporcjonalności nie ma co mówić.

Bardzo niewielu posłów spełnia wymagania Grubego.Jasia, który chce, żeby posłowie uzyskiwali ponad 20 tysięcy głosów poparcia. Taki wymóg spełnia – na moje oko – najwyżej kilkudziesięciu posłów w Sejmie. Przypuszczam, że połowa nie uzyskała nawet 1% poparcia w swoich okręgach. Liczyłem te dane dla wyborów roku 2005. Wyniki były ciekawe: 297 posłów nie zdobyło poparcia nawet 1% uprawnionych do głosowania, a więc głosowało na nich mniej niż 1 na 100 wyborców! Zaledwie 6 zdobyło poparcie ponad 65 tysięcy wyborców, a tylko 23 powyżej 26 tysięcy! Przypuszczam, że wyniki podobnych obliczeń dla obecnego Sejmu byłyby podobne, albo nawet gorsze: ponad 40 posłów weszło do Izby „z automatu”, a więc ze znikomym poparciem wyborców!

Jerzy Przystawa

/
2010-09-06 00:29

Cóż, moja wiedza w temacie możliwych metod wyboru moich przedstawicieli, do samorządów, Sejmu czy Senatu jest niewielka. Opieram się tylko na zdrowym rozsądku który mam nadzieję jeszcze posiadam. Zdaje sobie sprawę, że elitom, z którejkolwiek strony, prawej, czy z lewej, zależy na osiągnięciu modelu amerykańskiego. Dwie partie udające walkę, swoiste malowane igrzyska dla ciemnego ludu, gdy tymczasem dzielą się władzą, dziś wy, jutro my. To najgorszy scenariusz, całkowite zaprzeczenie demokracji. Prawdę mówiąc mam w głębokim poważaniu jakie sojusze, związki , koła, zaangażuje się mój przedstawiciel, byle nie zapomniał, że reprezentuje również mnie. Dlatego w każdych wyborach chce głosować na osobę, na Pana X, i nie interesuje mnie to, że dzięki moim głosom przewodniczący partii Pana X nie wejdzie do Sejmu.
Niech sobie jest przewodniczącym partii Pana X, niech go dyscyplinuje do działania po linii partii, ale jeśli nie zabiegał właściwie o mój głos, pozostanie tylko przewodniczącym partii.
A obecna ordynacja wyborcza w RP? To kpina z demokracji i co gorsza kpina z obywateli.
Dlatego chodzę na wybory, oddaje świadomie nieważne głosy gdyż tylko tak mogę zaprotestować.
Byłem mocno zaangażowany w działalność opozycyjną w latach osiemdziesiątych. Z radością przystąpiłem do wolnych wyborów. teraz nie przyłożyłbym ręki. Bo czymże obecne głosowanie różni się nad głosowaniem na FJN za PRL, pamiętacie ten skrót? Pozdrawiam

/
2010-09-20 08:36

I niestety panie Macieju chyba nam trzeba bedzie ponownie zaangazowac sie jak w latch 80tych i oddolnie obalic te skostniala, chazarobolszewicka budowle..Sprawa bardzo skomplikowana, poniewaz w latch 80tych swiat byl spolaryzowany, no i w USA prezydentem byl Ronald Reagan a nie czarnoskory komuch..A jak nam sie to uda, to wtedy tak szybko jak tylko to mozliwe wprowadzic JOWy!! Ale najsamprzod nie dopuscic aby kolejny Michnik lub inny Walter przejal kontroli nad mediami..Jak to zrobic? NIE MAM POJECIA! Czarno to widze...zwlaszcza przy tak kosmopolitycznej mlodziezy..

justin23/
2010-10-12 09:31

Maciek,
w pełni zgadzam się z Tobą. Wydaje mi się że samorząd powinien na dzień dzisiejszy być bezpartyjnym a jeśli z partiami to powinny być dwie urny wyborcze - jedna na samorząd bezpartyjny i druga na samorząd partyjny. Ilość oddanych głosów eliminuje demokratycznie jednych ,albo drugich.
Społeczeństwo w ten sposób miałoby szansę odcinania się od długów zaciąganych przez partie polityczne i wyborcy - zwolennicy partyjnych rządów zobowiązują się wtedy imiennie długi partyjne dozgonnie spłacać. Urna bezpartyjnych wyborców odcina się imiennie od długów i ma prawo żądać władzy zwierzchniej Narodu wraz z podatkami wpływającymi do kasy gminy. Kapitał, którego gmina sama nie zużyje musi dokładać do budżetu państwowego i Rządowego. Aby to zrozumieć należy odwrócić kota ogonem, aby rząd widział co kot ma z tyłu, tak jak my to od lat musimy oglądać. Uformowany rząd przez naszych wybrańców gminnych -samorządowych, będzie musiał się bardzo pocić, by spełnić wymagania i oczekiwania władzy na dole i szeroko pojętego społeczeństwa. Nie będzie miał wtedy czasu na zadymy kampanii wyborczych , wycieczki, zjazdy, pamiątkowe rocznice,jubileusze i wywiady w telewizji i na pierwszych stronach gazet.
W ten sposób uformuje się konstytucyjnie zapisana władza zwierzchnia narodu o czym piszę niżej w poście i oddolne wybieranie szczebel po szczeblu zarządzającego państwem RZĄDU RP.
pozdrawiam

/
2010-09-06 07:11

. Model amerykański nie polega na tym, że są dwie partie, tylko na tym, że reprezentantów wybiera się bezpośrednio w okręgach jednomandatowych. Nasi politycy, chcą uzyskać ten sam efekt (dwie partie) ale inną metodą: przez takie zapisy ordynacji, które uniemożliwią wejście na scenę polityczną innym partiom. Temu służą progi wyborcze, temu służą zapisy o finansowaniu partii. Podnosząc progi mogą od razu wyeliminować dwie kolejne partie. Np. w Turcji jest próg 10%. Przy takim progu od razu wyleciałby z Sejmu PSL i pewnie też SLD. Zwracam na to uwagę, żebyśmy potrafili odróżnić skutek od przyczyny. Różnica jest taka, że system amerykański wymusza ODPOWIEDZIALNOŚĆ posłów przed wyborcami, a system polski NIEODPOEWIEDZIALNOŚĆ. I to jest podstawowa różnica.

Jerzy Przystawa

justin23/
2010-10-12 09:50

W związku z katastrofą polityczną pod Smoleńskiem i jej konsekwencjami, ordynacja wyborcza powinna dać szansę Narodowi na prawidłowy wybór Samorządowców z prawdziwego zdarzenia, co spowoduje lawinę zmian politycznych w naszym kraju. To co "wykręciły" Partie licznymi zadymami politycznymi, pokazało w sposób jednoznaczny społeczeństwu brak ambicji i żadnych skrupułów w podstępnej wojnie o władzę w Polsce. Ta wojna niszczy naszą moralność i powoduje kolejną okupację polskiego Rządu przez kolejną partię polityczną jako oligarchię zadłużającą nasz kraj. Zdobyte przywileje i immunitety, oraz obsadzanie urzędów państwowych amatorami władzy zmieniających się partyjnych pociotków, a nie z prawdziwego zdarzenia fachowcami od zarządzania państwem powoduje wzrost gospodarzy na kredyt zadłużający nasz kraj na zawsze w bankach światowych. Nieprawdopodobne długi praktycznie już są nie do spłacenia powoduje całkowity spadek zaufania społeczeństwa do rządów partyjnych .
W związku z takimi faktami ORDYNACJĘ WYBORCZĄ NALEŻY NIEZWŁOCZNIE ZMIENIĆ. Okres kilku miesięcznego wyczekiwania na zmiany nie cierpiące zwłoki należy uznać jako ZDRADĘ STANU.

Jeszcze w tegorocznych wyborach należy udostępnić Obywatelom wybór fachowców zamieszkałych na stałe w swoich gminach, a nie tworzyć partyjne listy amatorów władzy samorządowej. Nowo wybrany demokratycznie prezydent RP może z powodzeniem odstąpić od każdej decyzji dotyczącej podstępnie ustalonej przez partyjnych posłów ordynacji odbierającej możliwość konstytucyjnie gwarantowanej sprawowanie zwierzchniej władzy NARODU - rozdział I art. 4. władzę Narodu .
Partie polityczne, które nie spełniają od wielu pokoleń wymagań w stosunku do społeczeństwa takiego sprawowania władzy w konstytucji RP zapisanego nie mają. Swoje potrzeby partyjne i swoich członków każda kolejna partia rządząca zadowala na 100 % a społeczeństwa NIE.